Rok temu osiągnęłam to, na czym bardzo mi zależało. Zdobyłam tytuł licencjata, oczywiście z piątką na dyplomie. Nie inaczej ;)
Pisanie pracy to, szczerze mówiąc, męka. Nie spodziewałam się, że moje przyzwyczajenia blogowe będzie tak ciężko wyeliminować, a język wyszlifować na tyle by choć trochę przypominał naukowy. Nie udało się ale praca po wielu zwrotach i poprawkach została zaakceptowana. Napisana samodzielnie, okraszona milionami łez i wulgaryzmów. Nie mniej ostatecznie spełniająca wymogi mojego wymagającego Promotora.


